niedziela, 14 kwietnia 2013

Sportowe wydarzenia

Od ostatniego postu minęło już sporo czasu. W tym czasie wydarzyło się bardzo wiele interesujący wydarzeń. Ostatnim wydarzeniu opisanym na blogu był sparing z Rzekunianką, po którym był wyjazd na turniej w Ostrowi Mazowieckiej. Na tym turnieju Wiktor był wystawiany na lewej obronie, na której starał się wykonywać Swoje firmowe rajdy. Kilka razy udało mu się ominąć przeciwników, jednak brakowało ostatniego podania lub celnego strzału.
Wiktor w dolnym rzędzie 4 od prawej
Po turnieju w Ostrowi Wiktor zaczął więcej chorować - z tego powodu nie chodził do szkoły, jeździliśmy również do poradni mukowiscydozy w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. Przy każdym wyjeździe (było ich 2) byliśmy zapakowani i gotowi na pobyt dwutygodniowy w szpitalu. Jednak po wizycie Pani doktor powiedziała, że infekcja nie jest poważna i można się leczyć w domu. Była to słuszna decyzja gdyż Wiktor szybko wyzdrowiał i wyjechał na obóz do Wałcza (podobnie jak miało to miejsce rok wcześniej).
Na obozie dzień był dobrze zorganizowany od samego rana do wieczora.
Pobudka o 6:30 ponieważ śniadanie było o 8:00 i trzeba było zdążyć z porannymi inhalacjami i drenażem. W ciągu dnia chłopcy mieli 4 godziny treningu piłkarskiego, 1 godz. treningu motorycznego, 1 godz. treningu mentalnego. Były również zajęcia hiszpańskiego i zajęcia na basenie. Wieczorem po wszystkich zajęciach były obowiązkowe inhalacje i drenaż.
Mimo tak wielu zajęć Wiktor nawiązał nowe znajomości z rówieśnikami i zaplanował, że w lato na pewno pojedzie na obóz do Wałcza.
  Wiktor po prawej
Ostatniego dnia Wiktor dostał gorączki i wróciliśmy do domu z przeziębieniem. Postanowiliśmy nie czekać i pojechaliśmy na wizytę do IMiDz w Warszawie - znowu spakowani i gotowi na pobyt. Ale Pani doktor odesłała nas do domu (na szczęście:).
Do szkoły Wiktor wrócił dopiero pod koniec lutego. Treningi breakdanca i piłki również musiały poczekać.
W marcu Wiktor miał pokaz tańca breakdance na lokalnych targach.
Wiktor drugi od lewej
Zima się przedłużała i nie zamierzała odejść nawet na święta Wielkanocne. Nie mieliśmy zaplanowanych świąt i dosyć spontanicznie (decyzja w piątek wieczorem) pojechaliśmy w sobotę rano do Zakopanego. Nie mieliśmy zarezerwowanego pokoju, jednak pogoda była idealna do jazdy na nartach i snowboardzie. Wiktor nigdy wcześniej nie jeździł an desce ale ta przygoda bardzo mu się spodobała. Mimo wielu upadków i dużego przemoczenia wróciliśmy zdrowi i zadowoleni z nieplanowanego wypadu.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz